Brak wyników

Wspólny czas

3 grudnia 2018

NR 20 (Grudzień 2018)

Pierwsze święta z maluszkiem

0 148

Święta to wyjątkowy czas. A jeśli są to pierwsze święta z dzieckiem, ich wymiar staje się magiczny. Oto jest z nami nowe życie, cud istnienia, cud narodzin. Czy nie o to chodzi właśnie w Boże Narodzenie? O nowy początek? O wiarę w nowe życie?

Dziecko staje się symbolem nowego życia. Jednocześnie i my wkraczamy w nowy etap naszej rzeczywistości. To właśnie czas świąt może okazać się najpiękniejszym początkiem. Może warto przyjrzeć się nam i naszemu dziecku, zastanowić nad priorytetami i oddzielić rzeczy ważne od mniej ważnych.

Święta to czas spokoju i wytchnienia od szybkiej codzienności. Zostaliśmy rodzicami i wzięliśmy odpowiedzialność za nasze dziecko. 

Pamiętajmy zatem, że wszystkie spotkania z rodziną wiążą się teraz nie tylko z podniosłą atmosferą świąt, ale też – co może wydawać się banalne – z większym ryzykiem kontaktu dziecka z zarazkami.

Dziecko styka się z zarazkami, zwiększoną liczbą bodźców i z zachowaniami, na które nie ma wpływu. Skąd mamy bowiem wiedzieć, czy branie go na ręce, podnoszenie do góry i słodkie całuski od cioć są przez dziecko mile widziane? Nadmierna liczba bodźców może być powodem niespokojnego snu, zwiększonej płaczliwości lub ogólnego rozdrażnienia dziecka. 

Spotkania z rodziną  wiążą się nie tylko z podniosłą atmosferą świąt, ale też z większą stycznością dziecka z zarazkami.

Oczywiście nie stanie się nic złego, jeśli położymy dziecko później spać, nie wykąpiemy go lub nie zabierzemy na spacer. Miejmy jednak na uwadze, że takie zmiany mogą negatywnie wpłynąć na nastrój i samopoczucie noworodka, jak również starszego dziecka.

Może lepiej będzie, kiedy na Wigilię spróbujemy umówić się nieco wcześniej, by móc szybciej wrócić do domu? Albo spróbujemy ograniczyć liczbę spotkań świątecznych, mając na uwadze dobro dziecka? Znamy już trochę nasze dziecko i jeśli wiemy, że kiepsko znosi podróże, może warto zastanowić się nad kilkugodzinną jazdą autem? Jeżeli nasza pociecha źle znosi usypianie nie w swoim łóżeczku, to może warto zrezygnować z późnych świątecznych kolacji? 

Bardzo często dajemy wiarę mylnej tezie, że niespokojne i pobudzone dziecko to wynik nieostrożności karmiącej mamy podczas ucztowania przy stole.

Potrawy świąteczne 

Tu oddzielnie potraktujemy mamę i dziecko. O ile mamie nie powinno nic zaszkodzić, o tyle z dzieckiem nie będzie już tak prosto.

Czego może spróbować mama ze świątecznego stołu? Wszystkiego! Matka karmiąca nie potrzebuje specjałów, aby zapewnić lub zwiększyć laktację. To ssanie dziecka o niej decyduje. Organizm matki wykorzystuje wszystkie spożyte produkty i rezerwy własne, aby wyprodukować mleko. Najnowsze badania pokazują, że nawet mleko matki bardzo źle odżywionej, żyjącej w złych warunkach socjalnych jest wystarczające do pokrycia zapotrzebowania dziecka, jeśli jest ono karmione na żądanie.

Zatem ryba, zakładając, że będzie to karp, kapusta, a nawet grzyby są bezpieczne i wskazane dla matki karmiącej przy świątecznym stole. Karp, mimo że jest rybą dużą, jest słodkowodny i ma bardzo niskie stężenie rtęci i innych pierwiastków ciężkich. Pierogi z kapustą? Bardzo proszę! Kapusta nie przechodzi do mleka, nie powoduje gazów i bólów brzucha u dziecka. 

Podobnie grzyby z zupy grzybowej. Śledzie czy kiszone ogórki również możemy zajadać z apetytem. Tak samo pierogi ruskie, ze śliwkami, barszczyk z uszkami czy kompot z suszu. Kutia ze swoimi zdrowymi składnikami, takimi jak miód, pęczak, orzechy, mak i bakalie, wpłynie pozytywnie na dobre samopoczucie mamy. A wiadomo nie od dziś, że szczęśliwa i najedzona mama to szczęśliwe i najedzone dziecko.

Oczywiście warto tu zastosować żelazną zasadę diety matki w ciąży, że jemy dla dwojga, nie za dwoje! Co oznacza, że jemy, by produkować mleko dla maluszka, a nie dla 14-letniego chłopca.

Śmiało zatem sięgajmy po tradycyjne potrawy bez obaw, że skrzywdzimy nasze dziecko. Co więcej, możemy sobie pozwolić na lampkę wina, zachowując przy tym kilkugodzinny odstęp czasowy podczas karmienia.

W święta kuszą potrawy wigilijne, często ich zapach i smak przypominają nam dzieciństwo. Wówczas kusi nas, by nasze dziecko, które jest już na rozszerzonej diecie, spróbowało naszych smaków z dzieciństwa. Jednak ostrożność jest tu wskazana. 

Bo o ile starszemu dziecku, np. dziewięciomiesięcznemu czy rocznemu, nie zaszkodzi odrobina barszczu lub kawałek karpia bez skórki i ości, o tyle noworodkowi już tak. 

Jeśli bardzo zależy nam na podaniu dziecku czegoś ze świątecznego stołu, niech to będzie dostosowane do możliwości żucia czy gryzienia maluszka.

Dietę rozszerzamy po szóstym miesiącu, a dania z dodatkiem orzechów, miodu lub cytrusów podajemy po skończonym roku. Lepiej przygotować dla dziecka coś, co zna i lubi, niż podawać mu niedostosowane do jego wieku potrawy tylko w celu sprawdzenia, czy mu smakuje. Gotowane warzywa będą bezpieczniejsze niż choćby kęs pieroga z kapustą, a kompot z suszonych owoców z pewnością wywoła biegunkę.

Nie słuchajmy utartych sloganów typu: „Daj mu mały kawałek, to nie zaszkodzi”. Często wtedy odpowiadam: „Może nie zaszkodzi, ale też nie pomoże”.

Dla dziecka niewskazane są potrawy słone, ostre, tłuste i octowe. Ma jeszcze czas na poznanie smaków.  Jeśli nie zrazi się na samym początku, to uwierzcie mi na słowo – będzie się zajadać śledziami i pierogami w wieku trzech lat! A trzy latka to już czas na podanie nierozdrobnionych bakalii, maku i grzybów.

Jeśli bardzo zależy nam na podaniu dziecku czegoś ze świątecznego stołu, niech to będzie jedna rzecz dostosowana do możliwości żucia czy gryzienia maluszka.

Świętujmy zatem. Na zdrowie!

 

Przypisy